| AVE
MARIA
Gentle hills - women at the well - pigeons flying around white houses.
Gabriel flew slowly with difficulties:
He must announce the news
So unexpected
That he felt himself bend under such a weight
Shivering, he did not know
If a woman made of body and blood would understand.
Messengers who deliver unexpected news
Are also as taken by surprise as those
Who receive it.
Flying low above the street
He was very happy that no one recognized him.
Gabriel was noticed only by himself
And a slender girl
Who with quiet movement pushed the hair from her forehead
When he approached her.
They talked to each other in simple language,
And if simple was their language,
So much more complicated was their secret.
Great was the happiness
When the girl with the forehead of azure
Without protest accepted the news
And bent with humility the palms other hands
On which rested the Human balance.
The angel quickly flew away.
Before him was a long way.
He wanted before the night started
To return to his home
Built from the first page of Evangelium.
Tired,
Passing the well, he plunged in his feet,
Hot from the flight.
Roman Brandstaetter
|
AVE
MARIA
Wzgórza
łagodne
jak wersety Ewangelii,
Niewiasty u studni
I szkiane niebo, przez które
widać
Gołebia,
unoszącego
się
Ponad domami białymi
Jak sad aniołów.
Gabriel leciał
powoli i z trudem,
Bo miał
zwiastować
nowinę
Tak nieoczekiwaną,
Że
uginal się
pod jej ciężarem.
Drzał,
nie wiedząc,
Czy ją
zrozumie kobieta z krwi i ciała.
Posłańcy,
którzy
przynoszą
nieoczekiwaną
wieść,
Są
równie
zaskoczeni,
Jak ci, którzy
ją
otrzymują.
Lecąc
nisko nad ulicami,
Był
bardzo rad,
Że
go nie spostrzegli ludzie,
Którzy
zmożeni
upałem
I oddzieleni od rzeczywistości
Ścianą
snu,
Leżeli
na chodnikach
I na progach domów.
Gabriel był
widziany tyiko dia samego siebie
I smagłej
Dzieweczki,
Która
cichym ruchem dłoni
Odgarnęła
z czoła
ciemne włosy,
Gdy zbliżając
się
do Niej,
Musnął
nieostrożnie
skrzydłami
Jej
cień.
Mówili
z sobą
zwyczajną
mową,
A im prostsze były
ich słowa,
a. Tym
bardziej zawiła
była
ich tajemnica.
Wielka była
radość,
Gdy Dzieweczka
O czole z błękitu,
O spojrzeniu utkanym z ptaszęcych
świergotów
Bez sprzeciwu przyjęła
nowinę
I pochyliłe
w pokorze dłonie,
Na których
spoczęła
równowaga
człowieka.
Anioł
uniósł
się
w powietrze
I szybko się
oddalił,
Bo miał
przed sobą
długą
drogę,
Prowadzącą
obok studni i śpiących
ludzi,
A chciał
jeszcze przed zapadnięciem
nocy
Zdążyć
z powrotem do swojego domu,
Zbudowanego z pierwszych kart
Ewangelii.
Zmęczony,
Mijając
studnię,
Zanurzył
w niej swoje stopy,
Gorące
od lotu.
Roman Brandstaetter
|